Czasem piłka daje lekcję pokory. Czwartkowy wieczór nie był nasz. Na trudnym terenie przegrywamy 2:0 z SVH Honselersdijk i musimy spojrzeć prawdzie w oczy – tego dnia rywal był lepszy. Walczyliśmy, ale zabrakło jakości i spokoju, który zwykle nas prowadzi.
Trudny początek i brak kontroli
Mecz rozpoczęliśmy w nie najlepszych okolicznościach. Część zawodników dotarła spóźniona na zbiórkę, co wymusiło zmiany w wyjściowym składzie. Już od pierwszych minut gospodarze narzucili swoje warunki.
Przegrywaliśmy większość drugich piłek, a nasze podania często kończyły się stratami. Rywal zmuszał nas do długiej gry, która nie przynosiła efektów. Piłka zbyt szybko wracała pod ich kontrolę.
Mateusz trzymał nas przy życiu
W 14. minucie mogliśmy przegrywać – sytuacja sam na sam, ale Mateusz M. ratuje nas świetną interwencją nogami. Kilka minut później znów pokazuje klasę, najpierw odbijając strzał, a potem przy dobitce pomaga mu defensywa.
To był moment, w którym jeszcze trzymaliśmy się w meczu.
Gol do szatni i przewaga rywala
W 24. minucie gospodarze dopięli swego. Akcja lewą stroną, dokładne dośrodkowanie i pewne wykończenie – 1:0. Do przerwy wynik się nie zmienił, głównie dzięki naszemu bramkarzowi.
Próba powrotu i czerwona kartka
Drugą połowę zaczęliśmy z innym nastawieniem. Chcieliśmy wyjść wyżej, przycisnąć pressingiem i zmusić rywala do błędów. Było trochę lepiej, ale brakowało konkretów pod bramką.
Kluczowy moment przyszedł w 51. minucie. Po faulu i dyskusji z sędzią Zviiad K. najpierw zobaczył żółtą kartkę, a chwilę później – po dalszych protestach – czerwoną. Od tego momentu graliśmy w osłabieniu.
Drugi cios i walka o przetrwanie
W 62. minucie rywale wykorzystali przewagę. Rzut rożny i skuteczny strzał głową ich obrońcy – 2:0.
Do końca spotkania skupiliśmy się głównie na defensywie. Próbowaliśmy coś jeszcze stworzyć, ale przeciwnik kontrolował mecz. Do tego doszły drobne urazy po ciężkiej walce.
Podsumowanie
To był trudny mecz i trzeba to powiedzieć wprost – mieliśmy sporo szczęścia, że wynik nie był wyższy. Nasz bramkarz stanął na wysokości zadania, ale jako drużyna nie zagraliśmy tak, jak potrafimy.
Ten mecz był jak odbicie naszego zwycięstwa u siebie – tym razem to rywal dominował.
Co dalej?
Głowy do góry. Sezon jeszcze się nie skończył, a my nie raz pokazaliśmy, że potrafimy wracać silniejsi.
Widzimy się u siebie na meczu z ’s-Gravenzande. Tam musimy pokazać charakter. Razem.
Dodaj komentarz
Komentarze