Mecz z ostatnią drużyną w tabeli miał być dla nas okazją do zdobycia ważnych punktów i spokojnego kontrolowania spotkania. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Po końcowym gwizdku zamiast radości został przede wszystkim niedosyt i poczucie, że coś nam w tym meczu wyraźnie uciekło
Niedosyt po końcowym gwizdku
Od początku było widać, że nie gramy swojej piłki. Brak regularnych treningów, kontuzje i problemy kadrowe mocno odbiły się na naszej dyspozycji. Piłka często odskakiwała, brakowało płynności, a zamiast dominować przeciwnika z dolnej części tabeli, sami musieliśmy sporo biegać za futbolówką.
Mimo wszystko ten sezon już teraz pokazuje, że Husaria REMO zrobiła ogromny krok do przodu. Jeszcze rok temu drużyna była blisko rozpadu, a dziś nadal walczymy, rozwijamy się i potrafimy przeżywać naprawdę dobre momenty. To ważne i warto o tym pamiętać nawet po takich spotkaniach.
Debiuty i dobry początek
Spotkanie rozpoczęło się o godzinie 20:00. W naszym zespole pojawiły się nowe twarze — pierwszy mecz w wyjściowym składzie rozegrał potencjalnie nowy bramkarz Tomek, a także Kamil, który od pewnego czasu regularnie trenuje razem z drużyną.
Pierwsze minuty dawały nadzieję na spokojny wieczór. Stworzyliśmy kilka okazji po rzutach rożnych, a najlepszą miał Zviiad K., który po świetnym dośrodkowaniu Daniela K. oddał groźny strzał głową. Piłkę z linii bramkowej wybił jednak obrońca gospodarzy.
Niestety, z każdą kolejną minutą zaczęliśmy oddawać inicjatywę. Rywale lepiej utrzymywali się przy piłce, wymieniali szybkie podania i coraz częściej przejmowali kontrolę nad środkiem pola. My po odbiorach chcieliśmy zbyt szybko ruszać do ataku, ale brakowało dokładności i opcji rozegrania.
Kacper daje prowadzenie
Mimo problemów udało nam się wyjść na prowadzenie.
W 21. minucie po zamieszaniu po rzucie rożnym Mateusz S. został sfaulowany w polu karnym. Sędzia bez wahania wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł Kacper D., który pewnym i spokojnym strzałem pokonał bramkarza rywali.
Po zdobytej bramce nie potrafiliśmy jednak pójść za ciosem. W pierwszej połowie brakowało konkretów, a nasze akcje kończyły się głównie pojedynczymi strzałami z dystansu i stałymi fragmentami gry.
Do przerwy prowadziliśmy 1:0, ale trudno było powiedzieć, że mamy pełną kontrolę nad spotkaniem.
Lepsza druga połowa i gol marzenie
Na drugą połowę wyszliśmy z drobnymi zmianami. Daniel K. opuścił boisko, a w jego miejsce pojawił się Patryk K., który od razu wniósł więcej spokoju i jakości w rozegraniu.
Przez pewien moment zaczęło to wyglądać tak, jak powinno wyglądać REMO. Było utrzymanie piłki, cierpliwość i składne akcje. Nadal brakowało jednak skuteczności pod bramką przeciwnika.
W 58. minucie wydarzyło się coś wyjątkowego.
Po zamieszaniu około 20 metrów od bramki piłkę przejął Zviiad K. i oddał fenomenalne uderzenie. Strzał, a może wrzutka życia — tego chyba nie wie nikt — wylądował idealnie w okienku bramki rywali. 2:0 i wydawało się, że mamy ten mecz pod kontrolą.
Kontrowersje i bolesny powrót rywali
Niestety, po drugim golu nasza gra ponownie wyraźnie siadła. Rywale poczuli swoją szansę i coraz odważniej ruszali do ataku.
W 74. minucie doszło do bardzo kontrowersyjnej sytuacji. Nasz bramkarz poślizgnął się przy wyjściu do piłki, a chwilę później zawodnik gospodarzy zahaczył o nogę Marcina J. Sędzia dopatrzył się przewinienia i podyktował rzut karny.
Gospodarze wykorzystali jedenastkę i złapali wiatr w żagle. Zrobiło się nerwowo, pojawiło się więcej fauli i emocji.
Dodatkowo w 83. minucie Artur J. obejrzał żółtą kartkę po ostrym wejściu, co jeszcze bardziej utrudniło nam końcówkę spotkania.
Remis, który boli
Najgorsze przyszło w samej końcówce.
W 88. minucie po rzucie wolnym fatalnie kryjemy zawodnika przeciwnika. Po zgraniu piłki rywale oddają precyzyjny strzał i doprowadzają do remisu 2:2.
Po stracie drugiej bramki nie byliśmy już w stanie odpowiedzieć. Patrząc uczciwie na przebieg całego meczu — przeciwnik chyba zasłużył na ten punkt.
Kończymy spotkanie z ogromnym niedosytem, ale ta drużyna już nieraz pokazywała charakter. Teraz trzeba podnieść głowy i patrzeć dalej przed siebie.
Walczymy dalej
Przed nami kolejne wyzwanie. Już w sobotę gramy na wyjeździe z BMT i wiemy jedno — musimy wrócić do swojej piłki, swojego rytmu i swojej intensywności.
Głowy do góry, panowie. Walczymy dalej. 💪
Dodaj komentarz
Komentarze