Są takie mecze, które bolą podwójnie. Wczorajszy wyjazd właśnie do takich należał. Wracamy do Hagi bez punktów, ale z lekcją, która może nas wiele nauczyć.
Trudna pierwsza połowa
Wyjazdy rządzą się swoimi prawami i tym razem boleśnie to odczuliśmy. Do przerwy schodziliśmy z wynikiem 4:0 dla rywali. Za dużo prostych błędów, za mało konkretów pod bramką przeciwnika. Taki wynik nigdy nie oddaje tego, ile serca zostawiliśmy na boisku, ale w piłce liczą się bramki.
W szatni powiedzieliśmy sobie jedno – nie możemy wyjść na drugą połowę z opuszczonymi głowami.
Odpowiedź Husarii
Druga połowa pokazała, kim jesteśmy. Husaria Remo nigdy się nie poddaje.
Wyszliśmy z charakterem i determinacją. Zaczęliśmy grać swoją piłkę, agresywnie, odważnie, do przodu. Odrabiamy straty na 4:2 i w tym momencie naprawdę czuć było, że mecz jeszcze żyje. Mieliśmy swoje sytuacje, mieliśmy moment, w którym rywal zaczął się gubić.
Byliśmy blisko, żeby wrócić do gry na dobre. Ostatecznie jednak przeciwnik wykorzystał swoje okazje i mecz kończy się wynikiem 5:3.
Szkoda, bo to był mecz do wygrania. Taki, który mógł się przechylić w naszą stronę. Ale taka jest piłka – czasem daje, czasem zabiera.
Głowy do góry
Najważniejsze jest to, że pokazaliśmy charakter. Druga połowa to drużyna, jaką chcemy oglądać zawsze – walcząca do końca, jeden za drugiego.
Wyciągamy wnioski. Pracujemy dalej. Nic nie jest stracone.
Już w czwartek – wielkie wyzwanie
Nie ma czasu na rozpamiętywanie. Już w czwartek gramy u siebie kolejny mecz. Do Hagi przyjeżdża Honselersdijk – aktualny pretendent do mistrzostwa. To będzie poważny test.
Musimy być gotowi na 200 procent. Skupieni od pierwszej minuty. Bez prezentów.
Gramy o 20:00 na własnym terenie. Liczymy na Waszą obecność i wsparcie z trybun. Razem jesteśmy silniejsi.
Do zobaczenia w czwartek.
Dodaj komentarz
Komentarze