Husaria przegrywa z liderem - dużo walki, niewykorzystany karny i wielki niedosyt.

Opublikowano w 2 listopada 2026 07:47

W zeszłą sobotę podejmowaliśmy u siebie Erasmus, czyli aktualnego lidera tabeli, który do tej pory wygrał wszystkie swoje mecze. Wiedzieliśmy, że łatwo nie będzie, ale chyba nie spodziewaliśmy się, że już po 10 minutach będziemy musieli gonić wynik 0:2. Była walka, były sytuacje, był nawet rzut karny na remis, ale niestety schodzimy z tego meczu bez punktów.

Husaria - Erasmus

Zanim się obudziliśmy, było już 0:2…

Początek meczu? Delikatnie mówiąc – do zapomnienia. Wyszliśmy na boisko ospali, nerwowi, a rywal nie zamierzał czekać, aż się rozkręcimy. Już w 4. i 9. minucie Erasmus trafił do naszej bramki i zrobiło się nieciekawie.

Co gorsza, mogło być jeszcze gorzej, ale Tomek Osip wyciągnął kilka takich przysłowiowych 'setek'. Trzeba oddać rywalom, że od początku pokazali naprawdę dobrą piłkę. Dużo jakości technicznej, spokój w rozegraniu i widać było, że pierwsze miejsce w tabeli nie wzięło się z przypadku.

 

Husaria wraca do gry!

Na szczęście po około 15 minutach zaczęliśmy przypominać drużynę, która też potrafi grać w piłkę. 😉 Erasmus nieco się cofnął, a my coraz częściej gościliśmy pod bramką przeciwnika.

W 33. minucie po rzucie rożnym piłka trafia do Bartka Ślęzaka, który pakuje ją do siatki!  Mamy 1:2 i wracamy do gry!

Do przerwy mecz był już zdecydowanie bardziej wyrównany. Początkowa przewaga lidera stopniała, a my pokazaliśmy, że nie zamierzamy oddać punktów bez walki.

 

Karny na remis… i wielki niedosyt

W przerwie trener Krzysztof Dargiewicz dokonał dwóch zmian, a my wyszliśmy na drugą połowę z jasnym planem – odrabiamy straty!

I trzeba przyznać, że zaczęliśmy naprawdę dobrze. Tym razem to my przejęliśmy inicjatywę, tworzyliśmy sytuacje i coraz mocniej naciskaliśmy na rywala.

W 53. minucie po dobrej akcji w polu karnym faulowany zostaje Mateusz Sprysak. Sędzia wskazuje na jedenasty metr! Idealna okazja na 2:2!

Do piłki podchodzi Szczepan Klamczyński… Niestety, tym razem zabrakło trochę mocy w nodze. Bramkarz wyczuł intencje, obronił strzał i zamiast remisu mieliśmy ogromny niedosyt. 😬

To chyba był kluczowy moment tego spotkania. Mieliśmy lidera na widelcu, ale niestety nie udało się tego wykorzystać. A jak wiadomo, niewykorzystane sytuacje lubią się mścić…

 

Wszystko na jedną kartę...

W 60. minucie na boisku pojawił się kolejny ofensywny zawodnik – Mateusz Kitka, który od razu wniósł sporo ożywienia do naszej gry.

Próbowaliśmy, atakowaliśmy, stwarzaliśmy kolejne okazje, ale piłka za nic nie chciała wpaść do bramki.

Aż przyszła 82. minuta. Erasmus wyprowadził kontratak, a jeden z zawodników rywali popisał się pięknym strzałem z około 25 metrów. Tomek tym razem bez szans. 1:3.

Ta bramka trochę podcięła nam skrzydła. Mimo że nadal próbowaliśmy coś ugrać, w ostatniej akcji meczu rywale wykorzystali jeszcze rzut wolny i ustalili wynik na 1:4.

 

Wynik boli, ale głowy do góry!

Nie ma co ukrywać – Erasmus pokazał, dlaczego jest liderem i wygrał wszystkie dotychczasowe spotkania. To naprawdę solidna drużyna, której należą się gratulacje.

Ale z naszej strony też było sporo pozytywów. Po fatalnym początku potrafiliśmy wrócić do meczu, przejąć inicjatywę i przez długi czas realnie walczyć o remis.

A gdyby ten karny wpadl? No cóż… tego już się nie dowiemy, ale mamy przeczucie, że końcówka wyglądałaby zupełnie inaczej. 😉

Przegrywamy 1:4, wyciągamy wnioski i jedziemy dalej! Bo sezon jest długi, a takich meczów jeszcze trochę przed nami.

Husaria się nie poddaje! 🧡⚔️

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.