Nie tak wyobrażaliśmy sobie drugi mecz ligowy. Wracamy z wyjazdu bez punktów, za to z zimnym kubłem wody na głowie. FC ’s-Gravenzande okazało się tego dnia skuteczniejsze i wygrywa 4:1.
Wyrównana pierwsza połowa
Od początku było wiadomo, że łatwo nie będzie. Rywale grali ostro, blisko nas i nie zostawiali zbyt wiele miejsca na rozwinięcie skrzydeł. Mimo tego mecz był wyrównany. Obie drużyny miały swoje sytuacje i długo pachniało 0:0. Niestety w 43. minucie dostajemy najgorszą z możliwych bramek – do szatni. No i cały plan na przerwę trzeba było pisać od nowa.
Karol Grądziel daje nadzieje!
Początek drugiej połowy należał do gospodarzy. Rywale przejmują inicjatywę i w 52. minucie robi się 2:0. Ale Husaria nie złożyła broni!
W 64. minucie Karol Grądziel odpala z dystansu i pięknym strzałem zdobywa bramkę kontaktową! 2:1 i wracamy do gry! Od tego momentu zaczynamy mocniej naciskać. Są sytuacje, jest wiara i przez chwilę naprawdę czujemy, że ten mecz można jeszcze odwrócić.
Końcówka do zapomnienia
Niestety zamiast 2:2 dostajemy 3:1 w 85. minucie i robi się ciężko. Chwilę później gospodarze dokładają jeszcze jedną bramkę i kończy się 4:1.
Wynik wysoki, choć z przebiegu spotkania aż takiej różnicy na boisku nie czuliśmy. Przy odrobinie szczęścia mogliśmy z tego meczu wyciągnąć zdecydowanie więcej. Ale wiadomo – piłka nie zawsze oddaje to, co człowiek sobie zaplanował. Szczególnie na wyjeździe.
Głowy do góry!
Dostaliśmy zimny prysznic, wyciągamy wnioski i jedziemy dalej. Sezon dopiero się rozkręca, a już za tydzień kolejna okazja, żeby pokazać prawdziwą twarz Husarii. Gratulacje dla rywali, a my wracamy do roboty. Jeszcze będzie okazja, żeby się odkuć
Dodaj komentarz
Komentarze